Crème brûlée z marakują

ENGLISH VERSION
HTML tutorial

photobucket.com

Biłam się z myślami jak nigdy – wstawiać czy nie wstawiać..?
Przepis jest bardzo, ale to bardzo interesujący. Samo wykonanie już mniej. Mam na myśli moje wykonanie, rzecz jasna :) Bo jeśli spojrzycie jak robi to sam Mistrz, dojrzycie pewne… hmm, niedoskonałości w moim kremie ;) Pewne spore ;)
Ale tak jak wspomniałam, sam przepis na tyle do mnie przemówił, że postanowiłam się nim z Wami podzielić. Może skorzystacie i odniesiecie kolejny słodki kuchenny sukces? :)

Po raz kolejny przekonałam się również jak ważna i przydatna jest niewiedza. Dlaczego? Najpierw brûlée zrobiłam, a dopiero później zaczęłam czytać komentarze, wskazówki, przekleństwa (jakie to trudne do zrobienia), smutki (jak to nie wyszło) i wszelkie inne nominacje brûlée do najtrudniejszego i najbardziej kapryśnego deseru w ogóle :) Można się zniechęcić, prawda? Mnie to ominęło, uff :) Może rzeczywiście daleko mi do ideału, ale zaraz zaraz, czy tutaj nie rozchodzi się o smak? :)

Myślę, że cały myk z brûlée polega na pieczeniu. Odpowiednio niska temperatura, żeby krem się nie spalił, oraz odpowiednia długość pieczenia. Właściwie możliwe, że u każdego inna. Ja uznałam, że będę piekła do skutku :) Dopóki nie zobaczę, że już się ścina i że „o, już chyba teraz” :)

Ze zdjęciami też było nie najlepiej, ponieważ wypiekam przeważnie wieczorami… Ale postaram się to kiedyś uaktualnić :)
Rozpisało mi się, ale cóż… czasami trzeba :)

Składniki (na 3 kokilki):

  • 1 i 1/2 szklanki kremówki
  • 3 żółtka
  • 1/4 szklanki cukru
  • kilka kropli aromatu waniliowego
  • 2 łyżeczki miąższu marakui

Kremówkę, cukier, aromat i miąższ z marakui podgrzewać na średnim ogniu, cały czas mieszając.
Wszystkie składniki powinny się połączyć.
Podgrzewać do momentu wrzenia. Zdjąć z ognia. Nie zagotowywać :)
Przestudzić.

Żółtka porządnie utrzeć.

Dodać do żółtek troszkę przestudzonej masy. Zamieszać.
Dopiero wtedy dodać resztę masy i całość dokładnie wymieszać do połączenia.

Masę przelać do kokilek.

Zapiekać w temp. 100°C-110°C przez 45-60 minut.

Może się zdarzyć, że trzeba będzie delikatnie zwiększyć temperaturę.
Może się również zdarzyć, że 60 minut zapiekania to za krótko. Crème brûlée trzeba obserwować, obserwować i raz jeszcze obserwować.
Pod koniec zapiekania masa powinna być trochę ścięta. Troszkę galaretkowata.

Po upieczeniu wystudzić.
Wstawić do lodówki na noc.

Następnego dnia osuszyć wierzch kremu ręcznikiem papierowym.
Posypać brązowym cukrem i… skarmelizować :)

Teraz tak, trzy sposoby:
1 – używamy specjalnego palnika do karmelizowania cukru (najłatwiejszy i najwygodniejszy sposób)
2 – wkładamy kokilki na samą górę piekarnika ustawionego na funkcję grill, wyciągamy po kilkunastu sekundach (ciężka sprawa :))
3 – POLECAM :) delikatnie skrapiamy powierzchnię kremu spirytusem i… podpalamy ;) Crème brûlée zacznie się ładnie palić, a cukier karmelizować :) fajna sprawa :)

Smacznego!

Advertisements

2 uwagi do wpisu “Crème brûlée z marakują

  1. Zachęciły mnie te wszystkie niepowodzenia ,o których piszesz i stopień trudności do zrobienia go u mnie.Zobaczymy ,jak mi pójdzie.Nie jest za dobrze porównywać się z innymi ,po co?My ,to my .Deser pysznie wygląda ,nigdy nie jadłam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s